Tini zabutych predkiw

Autor: Janusz Radwański, Gatunek: Poezja, Dodano: 13 lutego 2017, 09:00:34


Kasia prosiła, żebym nie mówił do siebie, 
kiedy pracuję w obejściu,bo sąsiedzi. 
I chociaż mnie jebie opinia, 
w imię miłości trzymam gębę na kłódkę. 
Przerzucam opał, rozłupuję krótkie polana 
na trzaski w absolutnej ciszy. 
To ma być wiersz mistyczny, więc skłamię, 
że słyszę w niej cienie przodków, 
jak wywożą pradrzewa na prakońskich cieniach. 
Płacz sęków, rżenie, jedna wielka ściema. 
Jest tylko skóra, co pęka na lutowym mrozie, 
gołe jak ona życie i też nie w żadnej tam grozie 
czy pięknie. W bladym, płaskim świetle,
we mgle, w siwym szronie. 
Tak je teraz widzę. W tym jestem jak oni.

 

Komentarze (5)

  • Super wiersz, oczywiscie skazany na porazke of samego poczatku; walczac z mitem, przenosi pe-ela w sfere mitu.

  • Tytułu nie rozumiem, ale widocznie nie muszę.
    Podoba mi się ten wiersz, choć drażni piękno języka niektórych fraz, przeplatane bylejakością.
    Niewiele potrafiąc oczekuję widocznie zbyt dużo.
    :)

  • Wezuwiuszu, no tak, masz rację. Jeden mit zamieniam tutaj na inny, ale z nadzieją, że na mit jakoś tam uczciwszy.

  • Cienie zapomnianych przodków?

  • bardzo dobry

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się